Naszyjnik z czaszek
Dave Morris
Książka podzielona na ponumerowane fragmenty. Czytasz jeden, na końcu masz wybór — i skaczesz do numeru, który wybrałeś. Nie ma stron po kolei. Jest twoja ścieżka przez tekst.
Po polsku mówiło się na to paragrafówki, bo fragmenty nazywano paragrafami. Po angielsku — gamebooks. Gatunek eksplodował w latach osiemdziesiątych, w Polsce przyszedł falę później, w pierwszej połowie dziewięćdziesiątych, i przez dwie dekady praktycznie zniknął. Wrócił razem z telefonami, bo okazało się, że tekst z wyborami to format, który na ekranie działa nawet lepiej niż na papierze.
To nie jest RPG. Nie potrzebujesz grupy, mistrza gry ani wolnego wieczoru dla pięciu osób. Grasz sam, w metrze, przez piętnaście minut.
To nie jest gra komputerowa z tekstem. Nie ma tu wygrywania przez refleks ani grindu. Jedyną mechaniką jest decyzja — a czasem rzut kostką, jeśli książka go przewiduje.
To nie jest książka, którą się czyta raz. Sens polega na tym, że przy drugim podejściu skręcasz gdzie indziej. Dobra paragrafówka ma kilkanaście zakończeń i żadne nie jest przypadkowe.
Z mechaniką. Masz kartę postaci, współczynniki, ekwipunek i kostkę. Walka jest rozstrzygana rzutami, śmierć jest realna, a strata przedmiotu w trzecim paragrafie potrafi zabić w siedemdziesiątym. Tak działa większość klasyki: Fighting Fantasy, Samotny Wilk.
Bez mechaniki. Zero losowości — liczy się wyłącznie to, co wiesz i co zauważyłeś. Zamiast punktów życia masz pamięć: informacja znaleziona wcześnie otwiera drzwi, których inaczej byś nie ruszył. To szkoła bliższa dobrej powieści kryminalnej.
Pamiętasz kiosk i ołówek. Chcesz tego samego uczucia, ale bez rozsypującej się okładki i bez polowania na aukcjach.
Zacznij od klasyki w nowym wydaniu — ten sam tekst, czytelny skład, zapis postępu. Kostkę możesz mieć własną.
Nigdy tego nie robiłeś i nie wiesz, czy to nie jest przypadkiem zabawa dla dzieci albo relikt.
Zacznij od czegoś bez mechaniki — żadnych kostek i tabelek, tylko decyzje. Jeśli wciągnie, po mechanikę sięgniesz później.
Szukasz czegoś, co da się czytać razem i co nie skończy się po dwudziestu minutach.
Zacznij od krótkiej książki z prostą mechaniką. Wybieranie na głos działa świetnie — dziecko decyduje, ty czytasz.
Nie oszukuj przy pierwszym podejściu. Paragrafówka bez ryzyka jest zwykłym opowiadaniem o niczym. Przy drugim rób, co chcesz — wtedy to już badanie, jak książka jest zbudowana, a to osobna przyjemność.
Najtańszy sposób sprawdzenia, czy to dla ciebie: przeczytaj kilkadziesiąt paragrafów i zobacz, czy chcesz dalej.
Dave Morris
Dave Morris
Krzysztof Firkowski
Pierwsza polska gra paragrafowa — pierwotnie z 1987 roku z tygodnika „Razem”, rok później…
Polska edycja amerykańskiej serii „Time Machine" — siedem tomów, w których czytelnik wsiada…
Brytyjska seria gier paragrafowych, która w 1982 roku stworzyła gatunek, jakim znamy go dziś. Po…
Seria gier paragrafowych bez z góry wytyczonej trasy — wielka, spójna mapa, po której…